< WRÓĆ DO Wydarzyło się

O teraźniejszości i przyszłości w branży rozmawiamy z Jackiem Krawczykiem !

Wydarzyło się2020-03-30

"Twoja maska chroni mnie, moja maska chroni Ciebie"

 
 Ogłoszenie kwarantanny związanej z koronawirusem pokrzyżowało również plany takiej firmy jak Twoja, jak teraz funkcjonujesz, czy jest to dla Ciebie czas na przeczekanie, czy działanie?
 
- Nie jestem wyjątkiem i epidemia COVID-19 bardzo pokrzyżowała nam codzienne działanie oraz plany ze wskazaniem na to drugie, ponieważ rok 2020 w agencji Smarten miał być rokiem nowych projektów nad wprowadzeniem, których pracujemy już od końca 2019. Teraz wielkie oczekiwanie co dalej i kiedy wrócimy do „normalności”. Cieszy to, że od moich kontrahentów mam potwierdzenie, że na chwilę projekty idą do lodówki i na pewno wrócimy do nich po unormowaniu się sytuacji. Zły jestem, bo naprawdę byliśmy już bardzo blisko wprowadzenia dużego bardzo fajnego projektu międzynarodowego dla szefów kuchni, którego podpisanie mieliśmy świętować zaraz po Wielkanocy w Berlinie. Ale ustaliliśmy z drugą stroną, że to tylko kwestia czasu, kiedy wdrożymy to na rynek polski, czyli mamy ten etap jak w Twoim pytaniu na przeczekanie. Ten czas wykorzystujemy również na działanie. My również musimy mieć plan B, C, D więc w chwili obecnej jesteśmy na etapie wdrażania projektów, które mieliśmy zaplanowane na 4Q 2020. Trzeba przyspieszyć i wprowadzać je już teraz z małymi modyfikacjami do obecnej sytuacji. Tak więc działamy, nie możemy czekać z założonymi rękami, bo musimy się odnaleźć w nowej rzeczywistości i mam nadzieję, że będzie to za kilka tygodni, a nie miesięcy. W małym stopniu pociesza mnie fakt, że w czasie kryzysu firmy częściej korzystają z usług agencji Public Relations, bo przecież teraz dopiero zacznie się walka między dostawcami jak dotrzeć i przebić się do odbiorców w ciężkich dla branży czasach. My mamy narzędzia, know how, pomysły, międzynarodowe doświadczenia, więc jestem przekonany, że możemy doskonale się wpisać w plany i możliwości.
 
 Zanim zapytam o Bocuse d’Or w Tallinie. Czy sukces polskiej selekcji 2019 odbił się echem w Europie, czy jako polska gastronomia mamy z tego jakąś korzyść?
 
 - Organizacja i przebieg polskiej selekcji w listopadzie ubiegłego roku okazała się wielkim sukcesem nie tylko w naszym kraju, ale również odbiła się szerokim echem w Europie i na świecie. Osobiście to odczułem już w poniedziałek, trzy dni po krakowskiej selekcji podczas Światowego Kongresu Szefów Kuchni w Monako, gdzie sami znani szefowie kuchni podchodzili i gratulowali organizacji na światowym poziomie. Jak pamiętasz, w jury zasiadła cała śmietanka polskich i zagranicznych szefów kuchni, a że były to naprawdę wielkie nazwiska nie mogło zostać to bez echa w Europie i na świecie. Bardzo rzadko na krajowych selekcjach, no może poza Francją, zdarza się, że tak wielkie nazwiska szefów kuchni, zasiadają w jury, a w Polsce to się wydarzyło. Był Emmanuel Renaut który posiada 3* Michelin, Francis Cardenau twórca duńskiej potęgi, Philippe Mille 2* Michelin i srebrny medalista w Lyone, tak samo jak Philip Tessier szef Bocuse d’Or USA i Bocuse d’Or Winners, Dimitrij Demjanow gospodarz europejskiej selekcji w Estonii. Był to nasz wielki wizerunkowy sukces, a takie nazwiska dały nam rekomendację, że w Polsce jest mocny Bocuse d’Or i szybko się rozwijamy. Była to też bardzo mocna wizytówka Polski jako kraju, który należy odwiedzić, a tym samym doskonała promocja polskiej turystyki i polskiej gastronomii. Uważam, że jak opadnie kurz po COVID-19 musimy bardzo mocno ponownie wzmocnić promocję Polski na świecie, aby turyści wrócili i pomogli w odbudowie naszej gastronomii i zapełnili hotele. Inwestycje w promocję przy Bocuse d’Or będą do tego bardzo dobrym narzędziem.
 
Przełożenie europejskich eliminacji konkursu Bocuse d’Or w Tallinie, to była decyzja odgórna, czy w pełni ją popierasz, a może uważasz, że podjęto ją zbyt pochopnie?
 
- W 100% popieram tę decyzję. Rozmawiałem o tym z moim szefem z Francji, zanim ten termin został przełożony więc liczyłem się z tym i nie jestem zaskoczony. Zdrowie uczestników, jury, zespołu ludzi, którzy będą ten konkurs przygotowywać, kibiców, gości i mediów jest najważniejsze i to nie podlega dyskusji. Wszyscy muszą się skupić na starcie i przebiegu konkursu a nie zastanawiać się czy jestem narażony na niebezpieczeństwo. Stres startujących jest już na tyle duży, że większej adrenaliny nie musimy sobie dostarczać. Pamiętajmy, że zespoły też chcą być fair wobec swoich rywali szczególnie z Włoch, Hiszpanii i Francji, którzy mają inne prywatne problemy i nie trenują.
 
 Na jakie koszty (nie tylko materialne) Ty jako organizator jesteś teraz narażony, z czym będziesz musiał się ponownie zmierzyć?
 
Mamy trochę z tym problemów. Pierwszy z nich to są zakupione bilety lotnicze i rezerwacje w hotelach, o ile o hotele się nie martwię to z liniami lotniczymi takim optymistą nie jestem. Nie wiem, czy będą otwarte zwrócić pieniądze czy przebukują bilety na termin wrześniowy. Jest to duża niewiadoma, czy ponownie nie będę musiał ponieść tych kosztów. Po drugie, posypał się harmonogram przygotowań i koncepcja prezentacji dania głównego, ponieważ Jakub chciał użyć np. szparagi, na które jest sezon w maju, ale we wrześniu już takiego komfortu jakościowego tego produktu mieć nie będziemy. To oznacza, że zespół musi zmienić całą koncepcję, a co za tym idzie koszty poniesione do chwili obecnej poszły do kosza. Po trzecie, plater jest już zaprojektowany, za chwilę będzie wykonany i trzeba będzie zapłacić niemałe pieniądze, a rozmowy z naszymi partnerami zostały z wiadomych względów zawieszone, ale mam nadzieje, że zostaną wznowione i mimo swoich kłopotów pomogą nam w przygotowaniach. Po 5, po 6, po 7 są inne wydatki, które na bieżąco trzeba ponosić. Jak widać Bocuse d’Or to nie jest łatwy projekt. Od frontu to wszystko bardzo fajnie wygląda, ale tak naprawdę to dwa lata ciężkiej i stresującej pracy całego zespołu, która wymaga odpowiedniego zabezpieczenia finansowego spółki zarządzającej projektem. Biorąc pod uwagę takie nieprzewidziane sytuacje jakie mamy w chwili obecnej to odpowiednie gospodarowanie środkami finansowymi gwarantuje, że nie wypadamy z gry w drodze do Tallina tylko zgodnie z planem trenujemy, ale też z tyłu głowy trzeba mieć finał w Lyonie, bo nie można tego pominąć w budżetowaniu. Nie jest to łatwe, uwierz mi, trzeba dobrze planować i mądrze wydawać, aby móc grać jak równy z równym na arenie międzynarodowej. Zaznaczę tylko, że nikt łącznie z zarządem nie pobiera wynagrodzenia za pracę dla Bocuse d’Or Poland.
 
Czy na ten moment otrzymaliście wsparcie od organizatora Bocuse d’Or? Macie z nim kontakt?
 
- Tak, jesteśmy w stałym kontakcie mailowym, telefonicznym i smsowym z centralą we Francji, która jak wiemy jako kraj ma też swoje kłopoty. Wszyscy jesteśmy świadomi powagi sytuacji, nie panikujemy, ale obserwujemy to co się w chwili obecnej dzieje na świecie. Razem z Adamem Chrząstowskim jesteśmy też w kontakcie z naszymi kolegami z Bocuse d’Or na całym świecie, wysłaliśmy oficjalne pisma z pełnym duchowym wsparciem do szefów krajowych organizacji szczególnie do Włoch i Hiszpanii. Rozmawiamy z kolegami z Francji, Estonii, Danii, Szwecji, Włoch, Islandii, USA, dyskutujemy, wzajemnie się wspieramy. Koledzy z zagranicy apelują do nas abyśmy zostali w domach i nie przeżywali większych czy mniejszych tragedii. W obecnej sytuacji, mimo, że musimy być osobo to tak naprawdę cała Bocuse d’Or Family jest razem i to daje nam siłę dla całej światowej gastronomicznej rodziny.
 
 Czy na tę chwilę uważasz, że europejskie eliminacje przejdą bez większych zakłóceń, a może dojdzie do tego, że niektóre kraje wycofają się ze startu np. Włochy albo Hiszpania?
 
- Chciałbym jak większość z nas wrócić już do normalności zawodowej, dlatego wyjątkowo tym razem jestem niepoprawnym optymistą, że świat powoli ruszy do przodu, a tym samym europejska selekcja tego prestiżowego konkursu przebiegnie bez zakłóceń. To moje życzenie, mam tylko nadzieję, że dynamiczna sytuacja z wirusem Covid- 19 nie sprawi problemu z wrześniowym terminem, bo to już mogłoby przynieść skutki przesunięcia finału w Lyonie, następnie kolejnych krajowych selekcji, domino by się posypało. Nie chciałbym, aby któryś kraj ze względu na problemy z epidemią się wycofał, choć takie zagrożenie zawsze istnieje.
 
 Czy nasz reprezentant Jakub Kasprzak nadal poważnie myśli o starcie w eliminacjach, jakie jest nastawienie całego Polskiego Teamu?
 
- Oczywiście, że myśli poważnie! Jakub to kulinarny kiler jest bardzo zdeterminowany, aby odnieść sukces w Tallinie, a jego celem jest oczywiście awans do finału w Lyonie. Widzę, że pozostali członkowie naszego teamu muszą troszkę schładzać jego temperament, który widać podczas treningów. Wszystkie plany i przygotowania idą zgodnie z planem, oczywiście mamy teraz przerwę ze względu na zaistniałą sytuację, ale zaraz po świętach wracamy do pracy. Będzie ciężko podwójnie, gdyż musimy trenować, ale też i codziennie mierzyć się z aktualnymi zawodowymi lub prywatnymi problemami, dlatego liczymy na wsparcie całej branży. Cały zespół jest pozytywnie nakręcony na sukces, wszystkim udziela się adrenalina rywalizacji co przekłada się na efektywne ciężkie treningi. Uważam, że Jakub jest tym naszym reprezentantem, który może odczarować finał dla polskiego szefa kuchni i stanie do rywalizacji w Lyonie jak 10 lat temu śp. Rafał Jelewski, który był ostatnim z polskich kucharzy w światowej rozgrywce. Jakub do współpracy dobrał sobie naprawdę super zespół, jak obserwuję ich treningi to aż przyjemnie na nich popatrzeć, jak się rozumieją i dogadują, jaka jest pozytywna energia, atmosfera i fun w tym co robią. Patryk Paczkowski mimo młodego wieku doskonale rozumie cały plan przygotowań, Tomek Purol i Dominik Brodziak są doskonałym wsparciem dla Jakuba a wszystko spina Adam Chrząstowski jako Head Chef i Prezydent Team Poland. Warte podkreślenia jest to, że Adam jest w chwili obecnej jedynym szefem kuchni posiadającym tak wielką wiedzę na temat Bocuse d’Or w Polsce. Jego doświadczenie z kilku polskich selekcjach, selekcji węgierskiej, Lyonu, europejskiej w Turynie jest w chwili obecnej bezcenne. W oficjalnym Team Poland 2020 w Tallinie zadebiutuje Dorotka Karwacka jako Promotion Manager, to na jej barkach jest cały techniczny back stage związany z przygotowaniami do europejskiej selekcji i ma obowiązki na miejscu w Tallinie. Uwierzcie mi, że wykonuje kawał wielkiej roboty, do której zresztą przyzwyczaiła nas przygotowując dwie polskie selekcje 2018 i 2019. Zaprosiliśmy crème de la crème polskich szefów kuchni tzw. Chefs Mentors, aby wsparli Jakuba swoim doświadczeniem w przygotowaniach i cieszy to, że żaden z nich nie odmówił, a są to naprawdę mocne nazwiska w polskiej gastronomii. Moja skromna osoba, spina to wszystko w całość, podejmuje kluczowe decyzje, jestem w kontakcie z centralą oraz dbam i walczę o finansowanie. Cieszę się, że moja praca przynosi efekt, bo co by nie mówić to już druga europejska selekcja z polskim szefem kuchni za mojej dwuletniej kadencji, szefa Bocuse d’Or w Polsce. Korzystając w tym miejscu z okazji dziękuję wszystkim zaangażowanym w przygotowania do Tallina, a szczególnie naszym Partnerom, bez których byśmy nie dali rady tj. firmom: Gastro Magic Service, Tomkowi Grabskiemu z firmy Unilever, gdzie trenujemy, Tork, Plastmet, Ambasador 92, Spomlek, Convotherm, Żywiec Zdrój, ubiera nas firma Cheman i wszystkim Parterom medialnym.
 
 Firma Smarten PR namawia wszystkich do noszenia maseczek ochronnych, wierzysz w ich skuteczność?
 
- To nie jest kwestia wiary tylko przekonania, że trzeba zrobić wszystko, aby ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa COVID-19. Jak powszechnie jest wiadomo, na chwilę obecną nie ma sposobu na skuteczne zabezpieczenie się przed zachorowaniem, dlatego uważam, że noszenie maseczki ochronnej może to ryzyko zminimalizować tym samym lepiej zapobiegać niż leczyć bardzo ostrego przeciwnika, z którym widać ciężko wygrać. Noszenie maseczek to też odpowiedzialność i ochrona starszych osób, których codziennie mijamy na ulicy lub spotykamy w sklepach, jak również sprzedawców oraz lekarzy. W Czechach za wyjście z domu bez maseczki grozi mandat 1000 euro, więc chyba ktoś wierzy w skuteczność takiego zabezpieczenia tak samo jak nasze rodzime firmy, które szyją ubrania robocze dla branży gastronomicznej. W związku, że cała ta społeczna akcja wychodzi poza naszą branżę, to chcieliśmy też sprawdzić, jak społeczeństwo podchodzi do spraw ochrony zdrowia. Zachęcam do noszenia maseczek ochronnych, zapobiegajmy. Twoja maska chroni mnie, moja maska chroni Ciebie, jeśli już musisz wyjść z domu. Po pierwsze, zostań w domu oczywiście.
 
 
Co sądzisz o postawie środowiska gastronomicznego w obliczu pandemii?
 
- Cieszy mnie postawa całej społeczności branży gastronomicznej. Wszyscy jesteśmy świadomi zagrożenia dla ludzi, ale też dla naszych biznesów. Potrafimy się jednoczyć w czasach kryzysu, a ten jest naprawdę bardzo duży, bo takiej recesji na świecie jaka za chwilę nas czeka, nasze pokolenie jeszcze nie doświadczyło. Cieszę się, że postawa i działania branży poszły w dwóch kierunkach tj. dla branży i od branży. To bardzo budujące jak restauratorzy i firmy z branży wspierają polskich lekarzy, pielęgniarki i sanitariuszy w ich codziennym trudzie na pierwszej linii walki z koronawirusem. Codzienne ciepłe posiłki dostarczane do szpitali i oddziałów ratunkowych na pewno pozwalają ratownikom przetrwać w pracy, gdzie ciężko znaleźć 3 minuty na posiłek już nie wspominając o jego przygotowaniu. Może warto o tym też pamiętać za kilka miesięcy i lat, przecież ci ludzie nie mniej pracowali i służyli nam przed koronawirusem. Ogólnie teraz to będzie wojna, a na wojnie są ofiary, w naszym przypadku lokale gastronomiczne i hotele. Nie oszukujmy się tak będzie, słaby nie przetrwa, a duży będzie lizał rany przez najbliższe 5 lat. Cieszy mnie zaangażowanie i wspólny cel o ocalenie przedsiębiorstw działających na rynku HoReCa, ale szczerze mówiąc słabą mamy siłę przebicia, mimo że dużo stowarzyszeń włączyło się w alarmowanie polskiego rządu w sprawie wsparcia naszej branży, tarcza ochronna w formie na dzisiaj zaproponowanej nie daje zabezpieczenia dla każdego. Dla wszystkich łącznie z rządem jest to nowa i zaskakująca sytuacja dlatego mam nadzieję, że wprowadzonych w piątek 250 poprawek do tarczy ochronnej przyniesie jakiś efekt zadbania o interesy naszej branży. Owszem branża się zjednoczyła, są wspólne postulaty, ale mam wrażeniem, że nie wszyscy mówią jednym głosem, nadal istnieje pokusa załatwiania swoich własnych interesów ponad interes wszystkich. Dzisiaj nie czas na PR-owe zagrywki, granie na siebie, dzisiaj jest ten moment, żeby wspólnie zawalczyć o przyszłość naszej branży, naszych pracowników, wszystkich z łańcucha dostaw oraz nasze rodziny. Widać, że wystosowane postulaty do rządu były spójne i przemyślane, zawierały wszystko to czego na „już” branża potrzebuje, ale zabrakło tego czegoś na końcu, silnego głosu, którego rząd by posłuchał. Nie wiem, czy to ma być kilkuosobowy zespół zbudowany z autorytetów branży restauracyjnej, hotelarskiej i dostawców, czy ma być to stowarzyszenie jako forma prawna. Pewne jest jedno, że trzeba jeszcze raz usiąść i rozmawiać albo iść ramię w ramię z instytucją np. taką jak Lewiatan, to musi być bardzo silna organizacja, aby ktoś zaczął słuchać głosu branży, bo nie wierzę, że rząd nie ma świadomości jak silną gałęzią gospodarki jest gastronomia i turystyka i ile waży w PKB. Samorządowcy już dają sygnał, że należy branży szybko pomóc. A może należy namówić kilku kolegów do startu w wyborach do Sejmu, aby mieć tam swoich przedstawicieli, którzy zawsze szybciej dotrą do premiera czy ministra niż dzisiaj my z ulicy. Lata wzrostu gospodarczego zachłysnęły również i naszą branżę, nie myśleliśmy o problemach, bo sukces gonił sukces, kredyty i leasingi szły jak woda, lokale gastronomiczne powstawały, jak grzyby po deszczu i nikt z nas nie był przygotowany na krach jaki mamy teraz. Przyzwyczailiśmy się to tego i byliśmy pewni, że dostaliśmy to wszystko na zawsze, nie myśleliśmy o zabezpieczeniach i silnym głosie w rządzie i samorządzie. Dzisiaj ten moment niestety przyszedł, więc albo na przyszłość zabezpieczymy mocniej swoje interesy na platformie współpracy z rządem, albo cały czas będziemy pomijani. Nie łudźmy się, że teraz to załatwimy w dwa tygodnie. Coś na pewno ugramy, ale nie tyle abyśmy spali spokojnie więc już dzisiaj apeluję, zbudujmy silną gastronomiczno- hotelarską reprezentację na przyszłość, na jutro, na za miesiąc, rok, pięć lat.
 
Nasze problemy w obecnej sytuacji recesji nie znikną jutro ani za 2 lata. MY dzisiaj musimy mieć otwartą drogę do spotkania i rozmowy z tym czy z każdym kolejnym rządem naszego kraju. Mamy teraz kolejne tygodnie, miesiące, lata na rozmowy i spotkania, nie tylko o COVID-19, ale o przyszłości naszej branży, co można zrobić i jak ją kształtować na etapie ustaw, przepisów, praw, ale i obowiązków. Tylko taka droga i merytoryczna dyskusja, zabezpieczy nasze interesy na wypadek nie daj boże kolejnych wirusów czy recesji gospodarczej świata. Tak jak powiedział szef Hiltona, takiej katastrofy nie było w ciągu 100-letniej historii tej sieci nawet w czasie wojny, gdzie działały hotele na innych kontynentach. Zastanówmy się nad tym, aby spory i personalna pokusa sukcesu i pierwszeństwa nie zaślepiły nas w kształtowaniu poduszki bezpieczeństwa na przyszłość …. Mimo wszystko korona wirus otworzy nam oczy na wiele spraw i zmieni spojrzenie na biznes i życie również osobiste.
 
- Spokoju, siły, wytrwania i co najważniejsze zdrowia w tym ciężkim czasie dla branży i czytelnikom Papaja.pl życzę, bo …. resztę sobie już niedługo kupimy!
 
Jacek Krawczyk właściciel i dyrektor zarządzający agencji Smarten Public Relations, prezes zarządu Bocuse d’Or Poland
Rozmawiała Agnieszka Ochniak - Redaktor Naczelna
 
zdjęcie: Bartosz Dziamski, Dziamski Studio 
 
KOMENTARZE
DODAJ KOMENTARZ

Komentarz:

Podpis:

E-mail:

WYŚLIJ

< WRÓĆ DO Wydarzyło się
© Copyright papaja.pl 2001-2020. Wszystkie prawa zastrzeżone. VPS