< WRÓĆ DO Wydarzyło się

Rysy zdobyte przez Kucharzy na Szczycie

Wydarzyło się2017-09-05

Jak przebiegła trudna wspinaczka ? Relacja uczestników wyprawy!!!


Rysy czyli "Kucharze Na Szczycie” to było zdecydowanie najbardziej wyjątkowe wydarzenie gastronomiczne jakie przeżyliśmy w tym roku. Stowarzyszenie „Towarzystwo Pomocy Kucharzom Gastropiciel & Friends”, zorganizowało w dniu 22 sierpnia br. na Placu Niepodległości w Zakopanem akcję, podczas której odbył się kiermasz charytatywny, połączony ze zbiórką pieniędzy na zakup protezy biodynamicznej dla Tomasza Wagnera, kucharza, który stracił dłoń podczas pracy w kuchni.
Na Placu swoje umiejętności zaprezentowali znani i lubiani szefowie kuchni i kucharze oraz partnerzy/sponsorzy, w sumie we wspólnym gotowaniu uczestniczyło ponad 130 osób, m.in: Wiesław Ambros, Zbigniew Szeląg, Leszek Kawa, Robert Joachimiak-Szpinda, Jan Filipczyk, Maryśka Politowicz, Piotr Bassara , Teo Vafidis, Piotr Szymczak, Zibi , Leszek Kawa, który gotował ogonówkę, Piotr Celtycki, Krzysztof Jakubowski i wielu, wielu innych.
 


​Największą uwagę jednak skupiała grupa, która w geście dla kolegi po fachu, postanowiła wejść na najwyższy szczyt polskich Tatr czyli RYSY,  by następnie na szczycie usmażyć soczystego steaka i poczęstować nim napotkanych turystów.
 


​Góry to potężne wyzwanie nawet dla zawodowców. Na powodzenie wyprawy wpływ ma doświadczenie, dobra kondycja fizyczna, ubiór, warunki atmosferyczne i oczywiście szczęście.W środowisku kucharskim raczej mało jest osób, które regularnie zajmują się wspinaczką wysokogórską, dlatego postanowiłam zapytać kilku szczęśliwych  uczestników wyprawy o ich przeżycia i wrażenia!
 
 
Mariusz Gachewicz- szef kuchni na Zamku Gniew

Agnieszko na podjęcie decyzji o wzięciu udziału w tym wydarzeniu namówił mnie Zbyszek Kopycki. Muszę przyznać, że długo nie musiał namawiać, jeśli można pomóc drugiej osobie zawsze staram się to czynić i tak było i tym razem. Teraz wiem, że nie była to zbyt przemyślana decyzja, gdyż hasło: wejście na Rysy troszeczkę zbagatelizowałem, nie mając świadomości z czym przyjdzie mi się zmierzyć! Po górach raczej nie chodziłem dopiero 2 dni przed samym wejściem uświadomiły mi osoby, które chodzą dość regularnie na co się porwałem. No i stwierdziłem, że troszeczkę za późno by do tego czynu przygotowywać się fizycznie, ale pomyślałem, że mimo tego spróbuję, jeśli w ten sposób pomogę Tomkowi, to warto spróbować. Pierwszego dnia weszliśmy na Morskie Oko, stwierdziłem że jest okej, troszeczkę słaba kondycja, ale dałem radę. Na drugi dzień budzę się o 5:00 rano i słyszę opowieści o wejściu na Czarny Staw odczułem wewnętrzny lęk, że nie dam rady i tak to było, że w połowie drogi na Rysy miałem kryzys! Biłem się z myślami czy nie za dużo wziąłem na swoje barki, a raczej nogi :) czy to nie było zbyt pochopne wyzwanie? i w tym momencie człowiek wycisza się, myśli tylko o celu i idzie. Dziś stwierdzam, że wszystko jest w naszej głowie, nie ma rzeczy niemożliwych, determinacja i upór spowodowały, że udało się wejść na Rysy, ogromna radość! Wtedy nie wiedziałem, że najtrudniejsze dopiero przede mną, czyli zejście od strony słowackiej, czułem ból w nogach. Ludzie, którzy szli razem ze mną mocno mnie dopingowali, zbieraliśmy się nawzajem, śpiewaliśmy i tak udało nam się wytrwać do końca. Teraz mogę powiedzieć szczerze, że chylę czoła przed tymi którzy chodzą po górach. Mam wielki szacunek do natury, której wcześniej nie do końca dostrzegałem.
Rzecz najważniejsza - udało nam się zebrać pieniądze dla Tomka, który mam nadzieję dostanie upragnioną protezę i będzie mógł cieszyć się radością z pracy w zawodzie i z życia, czego mu szczerzę życzę !
 
 
Estera Doner - Przedstawiciel firmy DEBIC
W poniedziałek 21 sierpnia zebraliśmy się w Zakopanem około godziny 15, aby wspólnie ustalić plan działania i podzielić się na 2 zespoły.
Około godziny 18 wyruszyliśmy z parkingu szlakiem do Morskiego Oka, a po 2 godzinach wędrówki zameldowaliśmy się w schronisku.
Następnego dnia ok godziny 6.30 rozpoczęliśmy naszą wędrówkę trudnym i bardzo męczącym szlakiem na Rysy. Pełni obaw czy damy radę, ale silnie zmotywowani około godziny 11.30 we mgle dotarliśmy na szczyt zmęczeni, ale bardzo, bardzo  szczęśliwi…
 Dla mnie to była niesamowita przygoda, poznałam wspaniałych ludzi z wielkim sercem, którzy pomagali sobie w trudnych momentach, motywowali się wzajemnie, dzielili się ciepłą kawą, herbatą itp. Byliśmy jednym zespołem, w myśl powiedzenia jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Wielokrotnie widziałam wzruszenie, a zarazem szczęście w oczach większości ekipy, nieważne były stanowiska, tytuły, wiek czy płeć i to było naprawdę piękne przeżycie, które niewątpliwie wszystkich zbliżyło i dało niezłego kopa i mnóstwo pozytywnej energii na przyszłość.
 
Pytałaś dlaczego zdecydowałam się wyruszyć i skąd wzięła się pasja do gór?
 
Otóż 5 lat temu moja przyjaciółka z zespołu DEBICa Olga Andrzejewska namówiła mnie na wspólny wyjazd w Bieszczady. Przyznam się, że do tej pory górskie wędrówki mnie zupełnie nie kręciły wolałam raczej morze i leżak, niż chodzenie po górskich szlakach. Od tego wyjazdu zakochałam się w górach…
Jest to niesamowite odczucie obcowania z przepiękną naturą, możliwością spotkania na szlakach serdecznych ludzi, którzy zawsze służą swoją pomocą, uśmiechem i dobrym słowem.
Jest jeszcze coś i to nie jest tylko moje odczucie… mianowicie przestajesz myśleć o codziennych problemach, integrujesz się z otaczającą naturą, a twój mózg odpoczywa, relaksuje się podczas gdy mięśnie dają z siebie wszystko. Uwielbiam to zmęczenie pod koniec dnia i zadowolenie z siebie, że znów pokonałam swoje słabości i zdobyłam „szczyt".
 
Jak dowiedziałam się od Olgi o akcji ”Kucharze na Szczycie" zgłosiłam się na ochotnika. Nigdy wcześniej nie byłam na Rysach, choć w tym roku przez tydzień maszerowałam po Tatrach. Było więc to dla mnie kolejne wyzwanie, niesamowita przygoda. Bardzo się cieszę że miałam taką możliwość wzięcia udziału w tak szczytnym celu wraz z cudownymi koleżankami i kolegami z branży. Bez wątpienia takie akcje przywracają wiarę w ludzi!!!
 Słowa uznania dla wszystkich tych co „na dole” cały dzień ciężko pracowali przygotowując jedzenie, kwestując na rzecz Tomka, także dla mojej ekipy: Basi, Leszka i Iwonki, którzy brali udział w tym wydarzeniu.
Dziękuję Oli za możliwość wzięcia udziału w tym wydarzeniu, strasznie żałuję że nie mogła w nim uczestniczyć, ale wiem, że bardzo chciała, więc może następnym razem?
 
 
 
Wojtek Wojtkowiak- szef kuchni  Restauracji"Salon z Ogrdem"w Poznaniu

Zobaczyłem na Facebooku post " Kucharze na Szycie" i od razu zadzwoniłem do Zbyszka Kopyckiego, żeby opowiedział mi o całym projekcie. Po kilkudziesięciu minutach rozmowy, wiedziałem już, że muszę to zrobić dla tego Chłopaka, że trzeba mu pomóc by mógł wrócić do pracy i w miarę normalnego życia. Pomyślałem też, że będzie to też dobry sprawdzian dla mnie samego. W ostatnich latach jeździłem w góry raz do roku by pojeździć na desce, a kiedyś chodziłem w rajdach górskich. Dlatego postanowiłem "koniec kropka, muszę tam być i już!" Zadzwoniłem od razu do Leszka Murawskiego vel Gastropiciel HM z prośbą o rezerwację miejsca. Od tego czasu nie mogłem się doczekać dnia wyjazdu i spotkania z ludźmi, których już znałem i których poznam, bo zawsze na takich akcjach poznajemy się bliżej. Atmosfera od początku była SUPER!!! Ludzie otwarci i serdeczni. Otworzyły się nowe przyjaźnie. Zjechaliśmy się z całej Polski. Serdeczne powitania i chwile rozmowy o codzienności. Rozdanie prowiantu, rzeczy i wyruszamy. Reszta zostaje na dole aby kwestować i gotować w Zakopanem, życzą Nam powodzenia na szlaku. Podczas wspinaczki zaskoczyła mnie pozytywnie chęć wzajemnej pomocy wśród wszystkich członków wyprawy. Każdy każdemu pomagał jak tylko mógł, " tu postaw nogę, będzie bezpieczniej, tu oprzyj ręce" itd. Słyszę z dołu - Czy ktoś ma czapkę? bez zastanowienia sięgam do plecaka i rzucam do tej osoby. Popsuły mi się buty po drodze, drugi kolega Mariusz Gachewicz mówi mam na zmianę, pożyczę Ci. To jest piękne, jak grupa potrafi się zjednoczyć w szczytnym celu. W kilku słowach: jeśli miałbym to zrobić jeszcze raz to zrobiłbym bez chwili wahania. Dla takich chwil, emocji i spotkania z tak wspaniałymi ludźmi warto żyć!!!!
Warto pomagać. Człowiek pokonuje przy takim wejściu własne słabości i lęki, warto to zrobić oczywiście w tak szczytnym celu, ale też dla siebie samego. Pozdrawiam !
 



Edyta Nowak Kierownik HoReCa w Piekarni Inter Europol
Jestem bardzo szczęśliwa, że firma Inter Europol, którą reprezentuję mogła wesprzeć tak wspaniałą akcję w tak szczytnym celu. Osobiście miałam możliwość wypróbowania swoich sił we wspólnej wspinaczce po Tatrach, ale choć wielokrotnie wędrowałam po górach, to nigdy nie miałam okazji być na Rysach. Preferuję zdrowy i aktywny tryb życia, a przy tym z przyjemnością podziwiam otaczające mnie piękno krajobrazu, który gdzieś nam zanika w codziennym życiu. Celem naszej wyprawy była pomoc dla Kolegi, ale również zdobycie przez kucharzy najwyższego szczytu w Polsce i oczywiście symboliczne gotowanie u jego podnóża.
Wszystko było zorganizowane bardzo profesjonalnie, myślę że każdy z nas czuł się na górze bezpiecznie i nie martwił drobnymi trudnościami. Mogliśmy spokojnie skupić się na wędrowaniu. Tutaj wielkie podziękowania kieruję w stronę  Zbyszka Kopyckiego, który  najpierw przekonał nas do udziału w tym przedsięwzięciu, a na miejscu otoczył opieką i zadbał o kompleksową organizację wyprawy. Muszę też pochwalić naszych kolegów kucharzy, którzy podczas mozolnej wspinaczki wspierali nas kobiety nie tylko słowem, ale i ramieniem. Atmosfera była wspaniała, humory dopisywały tym bardziej, że pogoda nas nie rozpieszczała.
 Cały dzień próbowaliśmy mieć łączność z Koleżankami i Kolegami, którzy pracowicie spędzali dzień na dole: gotując, kwestując, licytując. a wszystko to dla kolegi Tomasza. Całą inicjatywę uważam za wspaniałą, wszystkim pomysłodawcom szczerze gratuluję. Choć wszyscy dobrze zdajemy sobie sprawę, że to jeszcze nie koniec... Niestety nie udało się na dzień dzisiejszy zebrać potrzebnej kwoty na protezę - więc walczymy dalej!
Firma Inter Europol, zawsze chętnie wspomoże tego typu akcje charytatywne.
 
Y
 

​Na zakończenie organizator wyprawy na Rysy Zbyszek Kopycki - szef kuchni w Restauracji "Cud Miód" w Łodzi

 
Cała akcja skierowana była personalnie w stronę Tomka Wagnera, młody człowiek, który kilka lat temu uległ wypadkowi w pracy w wyniku czego stracił dłoń. Oczywiście można Mu pomóc, potrzebna jest bioproteza dłoni, aby mógł wrócić do ukochanego zawodu, zawodu który my kochamy i wykonujemy - zawodu kucharza.
Nie będę się rozpisywał dlaczego kto i co jak wszyscy wiecie akcja była prosta, kucharze podzielili się na dwie grupy, pierwsza została na rynku w Zakopanem, a druga wyruszyła w góry, aby symbolicznie wejść na najwyższy szczyt w Polsce i udowodnić, że nie ma rzeczy niemożliwych, i że jak się chce można wszystko!!!
Chciałbym odnieść się do mojej ekipy wspinaczkowej, co nie znaczy że koleżanki i koledzy, którzy zostali na placu zostaną pominięci. Każda z ekip miała jasno wydzielony cel i zadanie do zrealizowania, które wykonała w 100 %.
Pomysł wejścia na Rysy urodził się w mojej głowie kilka lat temu gdy wszedłem tam pierwszy raz z moimi kolegami, to była taka męska wyprawa. Pomyślałem, że mam marzenie i jeden zwariowany pomysł: pierwsze to wejdę tu kiedyś z moimi dziećmi, a drugi wejść na górę z moimi przyjaciółmi z branży, założymy bluzy i coś ugotujemy na Szczycie.
Pomysł zaczął nabierać tempa i został połączony z akcją dla Tomka, teraz wiem że został zrealizowany, a marzenie spełnione !
Brak mi słów, aby opisać jakie emocje są we mnie i jak to przeżywam. W ekipie wspinaczkowej były dwie osoby z tego co mi wiadomo, które kiedyś były na Rysach, kilka osób, które chodziły bądź chodzą po górach, większość odwiedziła Zakopane, jednak nie dotarła nawet do Morskiego Oka. To uświadomiło mi z jakim wyzwaniem musimy się zmierzyć.
Wysiłek i trud jaki włożyliśmy, aby wejść i zdobyć szczyt jest nie do opisania, jedni poradzili sobie wspaniale, przygotowani kondycyjnie super inni gorzej, a jeszcze inni walczyli z lękiem wysokości.
Szczególny szacunek i wyrazy uznania dla dzieci, które były z nami Gabi i Maja Zalewskie i moje córki Marta i Kasia Kopyckie - dzieciaki jesteście wspaniale Kocham WAS!
To co się działo na szlaku, w trakcie wspinaczki i schodzenia przerosło mnie maksymalnie, a dotarło do mnie tak naprawdę dopiero po powrocie. Jestem mega rozbity i mega dumny ze wszystkich z ekipy wspinaczkowej, teraz analizuje trasę i przypominam sobie momenty, w których tak naprawdę mało kto by sobie sam dał radę. Stworzyliśmy cudowny zespół kucharzy, przedstawicieli, sponsorów, naszych rodzin i nie wiem jak  mam Wam dziękować i nie potrafię ująć słowami wyrazu szacunku i podziwu dla Was wszystkich!!! Nie liczą się dla mnie medale, dyplomy, odznaczenia itd. Wy jesteście dowodem najwspanialszej współpracy, wspaniałych ludzi, połączenia się ponad podziałami i osiągnięcia symbolicznego celu skierowanego w stronę Tomka.
Jesteście cudownymi wspaniałymi ludźmi, bardzo wam dziękuje - kucharzom, sponsorom, dzieciakom i naszym przewodnikom, którzy powiedzieli, że nigdy tak szybko nie schodzili z Rys, a chodzą po Tatrach kilkadziesiąt lat .
TAAAKKKK JEEEESSSSSTTTTTT!
 
 
 
Na biodynamiczną protezę dla Tomasza Wagnera potrzebne jest 120 tysięcy złotych. Podczas akcji udało się zebrać ponad 1/3 potrzebnych środków. Wszyscy, którzy pragną dołączyć się do akcji i pomóc Tomkowi prosimy o wpłaty na konto:
TPK G&F 68 8335 0003 0100 2090 2000 0010. (PAP Life)
 
Z uczestnikami wyprawy rozmawiała Agnieszka Ochniak
 

 
 
KOMENTARZE
DODAJ KOMENTARZ

Komentarz:

Podpis:

E-mail:

WYŚLIJ

< WRÓĆ DO Wydarzyło się
© Copyright papaja.pl 2001-2017. Wszystkie prawa zastrzeżone.