< WRÓĆ DO Wydarzyło się

Alchemia i Amory w kuchni - drugi dzień

Wydarzyło się2012-02-19

Warsztaty Alchemia i Amory w kuchni miały swoją smakowitą kontynuację w niedzielę (tutaj relacja z dnia pierwszego). Dla uczestników nie był już to bardzo intensywny dzień, bo część działań wyszła z kuchni, by trafić do młodszych odbiorców. Było kremowo i słodko. Zaczęło się od płynnej czekolady, pralinek z czekoladowym nadzieniem i apetycznej, czekoladowej fontanny...

Później odkrywaliśmy tajniki gotowania sous vide na przykładzie kurczaka i białej kiełbasy. Zafascynowani ciekłym azotem ze szczególną uwagą zamaczaliśmy w nim wszystko co było pod ręką (kremy, listki bazylii i mięty itd.). Uroki kuchni molekularnej przybliżał oczywiście przesympatyczny Jean Bos.
Mięsa gotowanego w hermetycznym woreczku w stałej temp. 62 stopni nie można rozgotować, pozostaje soczyste i nie oddaje niczego ze swojego smaku do wywaru... gotowanie metodą sous vide to ciekawy proces, który warto będzie jeszcze potestować (choć niestety wymaga specjalistycznego sprzętu, bo w domowych warunkach trudno przez długi czas gotować w niezmiennej temperaturze).

Kilka eksperymentów skutecznie zajęło naszą uwagę, ale trzeba było ugotować coś na obiad ;) Jean od rana przyrządzał ponownie królika po belgijsku, nam przydzielił dwukolorowy krem z dynii i brokułów - do samodzielnego przygotowania. Krem brokułowy miał być przyprawiony gałką muszkatołową, a krem dyniowy - szczyptą chilli. Razem stworzyły niezły duet na talerzu, choć poszczególne smaki miały swoich zwolenników i przeciwników ;)

Jednocześnie w piekarniku piekł się wiślany szczupak z awokado, koprem włoskim i cebulką autorstwa Zbyszka Kmiecia, gotowała się zupa, do której bazę stanowił podsmażony boczek z cebulą, fenkułem, peperoncino i masłem oraz piekła się karkówka w całości, przyprawiona jedynie solą, pieprzem i ziołami.

Oto jeszcze gorące (wszak zaparowane;)) efekty tych działań: karkówka, królik oraz ziemniaki posypane podsmażonym na oliwie, przyprawionym solą i pieprzem awokado - niecodziennym akcentem w codziennym dodatku do obiadu.

Nie zabrakło deseru... puszysty kokosowy krem, posypany suszonymi bratkami, pokropiony czekoladowym lub gruszkowym balsamico (którego nie ma w moim kieliszku - za szybko postanowiłam sfotografować ten piękny obiekt;)), przybrany plasterkiem truskawki i listkami mięty był delikatnym zwieńczeniem sytego posiłku...

Na zakończenie warsztatów, już po krótkiej sjeście smażyliśmy we fryturze krewetki w puszystym cieście z piwem... schodziły na bieżąco, więc nawet nie zdążyłam im zrobić zdjęcia w stanie ostatecznym. Niezła przekąska - zniknęła w mgnieniu oka ;)

Warsztaty w Chełmnie - mieście zakochanych były niesamowicie inspirujące... Bardziej niż w zeszłym roku alchemiczne (to zasługa Jeana) i kształcące (dzięki opowieściom Zbyszka i pana Hieronima). Mam przeczucie, że w przyszłym roku będzie równie, jeśli nie bardziej, magicznie ;)

Autor:
Katarzyna Radomska
źródło: http://paletasmaku.blogspot.com/2012/02/alchemia-i-amory-w-kuchni-dzien-drugi.html

Matriał przesłała: 
Marzenna Konkolewska
Public Relations
Euro-Toques Polska

KOMENTARZE
DODAJ KOMENTARZ

Komentarz:

Podpis:

E-mail:

WYŚLIJ

< WRÓĆ DO Wydarzyło się
© Copyright papaja.pl 2001-2018. Wszystkie prawa zastrzeżone.