< WRÓĆ DO Wydarzyło się

Küchen Party w Luisenthal w Niemczech

Wydarzyło się2011-04-19


W marcu br, po raz kolejny, reprezentowaliśmy nasz Kraj, podczas Küchen Party w Niemczech, organizowane cyklicznie przez Euro-Toques Niemcy. Tym razem, swoje umiejętności wykazała Alicja Malewska. A tak wspomina swój wyjazd:

Impreza rozpoczęła się ok godz. 20. Najpierw serwowane były przystawki, potem dania główne i na końcu, ok 22 moje desery. Zaprezentowałam mus kawowy Mocca (pieczone), mus czekoladowo- pikantny chilli na zimno z sosem malinowym, tartletki z czekoladą o smaku Earl-Grey z kremem pomarańczowym, oraz mus podwójny czekoladowy i jablko z mietą.

To, co czyniło całe przyjęcie wyjątkowym, to organizacja küchen party. Na początku wszyscy zostali przywitani przy wejściu na salę przez wszystkich kucharzy, każdy gość po kolei, uściskiem ręki. Potem my, kucharze, zostaliśmy zaproszeni na scenę,  gdzie zostalismy przedstawieni gosciom z imienia i nazwiska oraz skąd jesteśmy i co jest naszą specjalnoscią.

Po tym przywitaniu i przedstawieniu, prezentujący wrócili do kuchni by dokonać ostatecznych przygotowań przed serwowaniem dań. Goście mogli zostać w restauracji lub też poobserwować kucharzy w akcji w kuchni. Tak samo mieli również do wyboru: spożywać dania na Sali restauracyjnej lub w kuchni, gdzie również zostało przygotowanych kilka stolików. Dania były niesamowite, po raz pierwszy w życiu jadłam mięso z policzka byka i wreszcie zdobyłam przepis na moje ukochane potato cakes, które jadłam kiedyś w Szkocji a potem bezskutecznie szukałam po całej Europie.

Kucharze "stacjonarni" z hotelowej kuchni byli przesympatyczni, bardzo otwarci, chętni do pomocy i w większości mówili po angielsku, tak więc czułam sie mile przyjęta i jak " u siebie", już po pierwszej godzinie od przyjazdu. Atmosfera nie była napieta. Każdy kucharz był doskonale zorganizowany i dokladnie znał swoje obowiązki, a całe przyjęcie minęło w pogodnej atmosferze. Dania byly serwowane" prosto z garnka ", każdy gość podchodził do kucharzy z tależem, po czym mógł wrócić na salę, usiąść w kuchni, lub spożyć wszystko przy kuchennym stole.

Na nastepny dzień, w przerwie w przygotowaniach potraw na nastepną turę, zostaliśmy zabrani na wycieczkę na strzelnicę, gdzie strzelalismy do plastikowych tależy. Nawet raz udało mi się trafić, chociaż w żaden sposób nie mogłam skoordynować muszki ze szczerbinką. Nie byłam jedyna, a każdy kto trafił, nagradzany byl brawami. Bawilismy się świetnie.

Potem powrót do kuchni, znów ostatnie przygotowania i nowi goscie. Wszystko odbyło się tak, jak dnia poprzedniego. A na zakończenie, pożegnalny szampan dla organizatorow i kucharzy. Ja musiałam „uciekać”, bo jechałam do Monachium jeszcze tej samej nocy i trochę żałowałam. Chociaz wróciłam bardzo zmęczona, to jednak bogatsza o nową przygodę kulinarną i będę wspominać wyjazd jako unikatową przygodę.

Alicja Malewska
Członkini Euro-Toques Polska

KOMENTARZE
DODAJ KOMENTARZ

Komentarz:

Podpis:

E-mail:

WYŚLIJ

< WRÓĆ DO Wydarzyło się
© Copyright papaja.pl 2001-2018. Wszystkie prawa zastrzeżone.